Uciekł mi styczeń

Właśnie się zorientowałam, że już nowy miesiąc. I nie wiem jakim sposobem, ale uciekł mi styczeń. Całkiem niedawno spędzałam sylwestra w gronie znajomych, a zanim się obejrzałam zawitał już luty. Opowiem Wam trochę o tym co się działo.

Początek roku rozpoczęłam trochę rozchorowana, złapało mnie cholerne przeziębienie. Leczyłam się herbatą z miodem, cytryną i imbirem. Dodałam do tego tabletki do ssania na gardło i po kilku dniach zadziałało i w samą porę doszłam do siebie. Piszę w samą porę, ponieważ długi styczniowy weekend spędziliśmy w górach. I czymże byłby wyjazd w góry z przeziębieniem? Całe szczęście udało mi się wyzdrowieć.

dsc_3387

Nasz wyjazd głównie miał być poświęcony snowboardowi. Chciałam się w końcu nauczyć porządnie jeździć, aby następnym razem móc już wyjechać w Alpy. Niestety nie był w pełni udany. Temperatura na zewnątrz wynosiła -25 stopni. Zanim dostałam się na szczyt stoku byłam już przemarznięta. Stopy mi odmarzały, a palce u rąk przestawały się ruszać. Można by się rozgrzać zjeżdżając ze stoku, ale niestety jeśli jest się początkującym ciężko o dobrą rozgrzewkę. Chyba, że rozgrzewką by nazwać ciągłe padanie i wstawanie? Co prawda udało nam się być na kilku stokach i skorzystać z nich. Ale niestety nie nauczyłam się tego czego chciałam i nadal nie wyruszę w Alpy… W międzyczasie spotkał nas kolejny problem: auto którym przyjechaliśmy nie funkcjonowało w -25 stopniach i niestety mimo wymiany akumulatora nie odpalało. Okazało się, że paliwo zamarzło w przewodach. Dużo czasu straciliśmy na próby odpalenia go.

Beskidy
Beskidy

dsc_3420

Po wyjeździe dopadł mnie jakiś dół. Zaczęło się od nieudanego wyjazdu, a później padło na szkołę. To mój pierwszy semestr zaocznych studiów i chyba właśnie stwierdziłam, że się nie nadaję. Oczekuję trochę więcej od wykładów niż paru zdań na temat zaliczenia i jeszcze mniej o tematyce przedmiotu. Wybrałam dobrą uczelnię, a mam wielkie wątpliwości co do nauczania. Chciałam rozwijać się i zdobyć nową wiedzę. Zanim semestr rozkręcił się okazało się, że jego koniec jest tuż tuż. Przez ostatnie pół roku, co drugi weekend spędzałam w szkole i czuję, że zmarnowałam ten czas. Jak do tej pory nie uzyskałam tam konkretnej wiedzy, po którą tam poszłam. Czy wszystkie zaoczne studia mają na celu przedstawienie głównej tematyki zajęć i pokazania literatury potrzebnej do zdobycia wiedzy? Bo jeśli tak, to zdecydowanie polecam wam studia dzienne. Teraz zastanawiam się czy warto kontynuować rozpoczęty kierunek. Między pracą a szkołą mam kilka godzin dla siebie. Mimo dobrej organizacji czasu nie jestem w stanie poświęcać czasu na wczytywanie się w literaturę, która może mnie czegoś nauczyć. Dziś wybrałabym jakiś kurs lub szkolenie, studia podyplomowe to słaby wybór. Chyba, że są komuś potrzebne dla papieru.

Projekt -diamentowe opakowanie
Projekt -diamentowe opakowanie

dsc_3468

Zajęcia z malarstwa
Zajęcia z malarstwa

Do ślubu zostało już niecałych 5 miesięcy, a ja niestety nie ruszyłam w tym miesiącu przygotowań. Czuję, że cała organizacja zostaje już w tym momencie tylko na mojej głowie. Pan młody wrzucił se na luz, garnitur zapewne kupi w pierwszym tygodniu czerwca, a o pozostałych rzeczach nie myśli. W tym momencie wiele brakuje do zorganizowania ślubu, wesela i poprawin na poziomie jakiego od siebie oczekuję. Dużo aspektów jest po prostu nie zorganizowanych, ani nawet nie tkniętych i siedzi mi to cały czas na głowie. Obiecuję sobie, że w lutym zrobię ile dam rady (oby).

Pomimo wszystkich negatywnych wydarzeń, które spotkały mnie w tym miesiącu, było też te pozytywne. W końcu dostałam się do firmy, którą wcześniej uważałam za wzorową. To najlepsze biuro podróży w Polsce. Kolejny raz siedzę za biurkiem i sprzedaję marzenia. Czekają mnie jeszcze dodatkowe szkolenia, wszystko w trybie expresowym.

Uciekł mi styczeń gdzieś między palcami, wydaje mi się, że byłam w pełni zajęta i na prawdę nie traciłam czasu na bzdury, a mimo to gdzieś wewnątrz siebie czuję się zawiedziona i niezadowolona z siebie. Tylko dlatego, że nie wykonałam wszystkich obowiązków i nie zajęłam się wszystkim czym miałam się zająć. A może da się przewinąć styczeń i zorganizować go od początku? Albo zacznijmy nowy rok od lutego? Pierwszy miesiąc nowego roku minął, a moich kilka, skromnych postanowień o których pisałam w podsumowaniu 2016 nawet nie zostało ruszonych. Cały czas czekają na odpowiedni moment… A może po prostu nie wyrabiam z bieżącymi obowiązkami i temu nie zajmuję się kolejnymi? Cóż, ten rok zaczął się tak jakoś niefortunnie i tak minął mi styczeń, nawet moje ulubione ciasto burakowe pierwszy raz mi nie wyszło (szok, bo te akurat ciasto zawsze wychodzi).