Sri Lanka -pierwsze wrażenia i „Dobra Dusza”

Już mniej więcej od stycznia, wraz z moim mężem, czekaliśmy na kolejną naszą podróż. Taką, która będzie trochę inna od wszystkich, egzotyczna i spontaniczna. Znaliśmy tylko wstępny termin, który wcześniej uzgodniliśmy wraz ze znajomymi. Podróż miała odbyć się jesienią. Cały czas miałam na końcu głowy, aby kupić wcześniej jakieś bilety. Jednak im wcześniej -tym większy wybór, tym więcej możliwości terminów. Oczywiście moje zaangażowanie było za małe i biletów nie kupowaliśmy dłuuugo. W końcu nastał październik, a termin naszych urlopów zbliżał się nieubłaganie. Można by powiedzieć, że na ostatnią chwilę zaczęłam wertować wszystkie znane mi strony z tanimi lotami, dodatkowo śledziłam też oferty znajomych mi biur podróży, a w pracy sprawdzałam miejsca w samolocie na różne trasy. Szukanie miejsca na kolejną podróż zajęło mi około 3 tygodni. W miarę wgłębiania się w temat miałam coraz to więcej pomysłów, ale jednocześnie coraz więcej wymagań. Nie było szans na zakup lotu z innego lotniska niż Warszawa, dodatkowo przesiadki również miały być ograniczone do minimum. W końcu na celowniku zostało już tylko kilka regionów świata. Między innymi Gambia, Kenia, Kuba, Tajlandia i Sri Lanka. Finalnie wylądowaliśmy na Sri Lance, jakoś cały czas kręciliśmy się blisko Indii, do których raczej obawialiśmy się lecieć. Chyba też nie był to do końca przypadkowy kraj, region samej Sri Lanki chodził nam po głowie już latem. Los podrzucił nam loty w odpowiednim terminie i bęc! Stało się! 13 listopada wyruszyliśmy w kolejną egzotyczną podróż.

Sri Lanka

Moje pierwsze wrażenia były bardzo pozytywne. Oczywiście spodziewałam się najgorszego, a tu niespodzianka… Po pierwsze: wcale nie śmierdzi tak bardzo jak opowiadali, a przynajmniej zaraz po wylądowaniu takie wrażenie odniosłam. Rzeczywiście zapach jest, ale nie było źle. Po drugie: wilgoć jest całkiem do zniesienia. Fakt, lądowaliśmy w nocy, więc na pewno było lżej niż w dzień, ale za to długie spodnie potęgowały uczucie gorąca i wilgoci. Po trzecie: przecież nie było tak brudno, wręcz byłam zdziwiona że jest tam tak czysto. Moja pierwsza opinia o Sri Lance trwała tak przez pierwsze 3 dni. Później wszystko zaczęło się zmieniać -w końcu zaczęliśmy wtedy konkretnie zwiedzać.

Pierwsza noc

Na pierwszą noc wybraliśmy miejscowość Negombo, i całe szczęście! bo jakbym wylądowała w Colombo to nie wiem, czy przypadkiem nie ograniczyłabym zwiedzania Sri Lanki do minimum. Nie mieliśmy żadnego konkretnego planu, a na pierwszą noc nawet nie załatwiliśmy sobie noclegu. Kiedy dojechaliśmy o 1 w nocy do Negombo zastaliśmy kompletną ciszę i do tego brak żywej duszy na ulicy. Oczywiście pierwsze wnioski nasunęły się same: życie nocne tu nie istnieje, a przynajmniej nie w Negombo. Po chwili pojawiła się jednak „Dobra Dusza” (a do „Dobrych Dusz” zaraz wrócę) na horyzoncie. Młody mężczyzna, całkiem poprawnie mówiący po angielsku od razu zaproponował, że pomoże nam poszukać hotelu. Wszyscy śpią, a ON przecież wie gdzie zapukać i jak się dogadać z Lankijczykami. Tak, więc zabrał nas do kilku obiektów, pokazał nam noclegi i „przetłumaczył” ceny. Byliśmy w szoku, bo ceny totalnie odstawały od tych, które widzieliśmy na bookingu… W końcu życzliwie podziękowaliśmy naszej „Dobrej Duszyczce” i postanowiliśmy poszukać noclegu sami. Czuliśmy że za dużo wybrzydzamy i po prostu nie chcemy aby nasz pierwszy kolega zawracał sobie nami głowę w środku nocy. Zaszliśmy do kolejnego obiektu, standard troszkę wyższy niż poprzednie obiekty, ale warto spróbować. Okazuje się, że mimo wyższego standardu, cena zdecydowanie jest do przyjęcia, szczególnie jeśli mówimy o stosunku ceny do jakości. Tak więc wybraliśmy: pensjonat w drugiej linii brzegowej, z pięknymi pokojami i widokiem na morze (a widok to akurat dołączył dopiero następnego dnia rano, kiedy zrobiło się jasno). Następnego dnia oczywiście chętnie odpoczęliśmy na plaży. Tym bardziej, że plaża spodobała nam się, a pogoda okazała się nie być tak łaskawa jak w nocy i jednak zrobiło się naprawdę wilgotno i duszno.

„Dobra dusza” na Sri Lance

Przy okazji naszej pierwszej nocy na Sri Lance, warto wspomnieć kim jest „Dobra Dusza”. Wydawało by się to niemożliwe, że w środku nocy (a w późniejszej podróży: o każdej porze dnia) znajdzie się ktoś, kto chętnie Ci pomoże. A tu jednak! Ledwo dojeżdżaliśmy do jakiegokolwiek nowego miejsca i od razu w pobliżu naszej małej grupki stawała jakaś „Dobra Dusza”, która chętnie pomagała nam znaleźć odpowiedzi na pytania, drogę na przystanek, do hotelu lub sklepu. Oczywiście wszystko było by na prawdę zbyt piękne, gdyby ta Lankijska pomoc była bezinteresowna. Niestety nie ma nic za darmo. A już szczególnie nie ma tylu chętnych pomocy ludzi, w jednym miejscu naraz. Wiem, że to trochę okrutne, ale Lankijczycy wcale nie są aż tak bezinteresowni w swojej pomocy. Za każdym razem kiedy „Dobra Dusza” dopadała nas i pytała czego szukamy, otrzymywaliśmy jego pomoc w zamian za prowizję (której oczywiście nie płaciliśmy bezpośrednio na ręce „Dobrej Duszy”). „Dobra Dusza” załatwiała nam to czego chcieliśmy -podwózkę tuk tukiem lub taksówką, znalezienie noclegu, czy inny biznes. Oczywiście taki mężczyzna zazwyczaj załatwiał nam wszystko za odrobinę wyższą cenę. Za przyprowadzenie klientów otrzymywał prowizję, a my jednocześnie płaciliśmy więcej. Oczywiście staraliśmy się nie dać naciągnąć, ale przecież nie da się utrzeć nosa wszystkim Lankijczykom naraz. Także w ramach kolejnych dni -nowe miejsca -nowe „Dobre Dusze” i znów tłumaczenie, że na prawdę jesteśmy w stanie dać sobie radę sami.