Pomysł (genialny) na wieczór panieński

Jestem już tydzień przed swoim ślubem! Stres mnie ogarnia i jednocześnie nie mogę się doczekać. Mam wrażenie, że nic nie jest zorganizowane, ale jak zabieram się za dopinanie poszczególnych elementów imprezy, stwierdzam że już prawie wszystko ogarnięte. Oczywiście PRAWIE robi wielką różnicę. Dlatego w kółko siedzę, planuję, dzwonię i organizuję. Dziś muszę Wam opowiedzieć o niesamowitym dniu zorganizowanym przez moją świadkową. Oczywiście chodzi o wieczór panieński.

Od kilku miesięcy widziałam o kilku szczegółach i co najlepsze nie potrafiłam ich złożyć w całość! Jakiś czas temu trafiłam do szpitala z dość poważnym problemem z kręgosłupem, w podobnym czasie dziewczyny organizowały już całą imprezę. Wtedy doszły mnie słuchy, że mój wieczór panieński nie ma szans się odbyć przez moje problemy zdrowotne, bo to co ma się dziać jest zbyt niebezpieczne. Oczywiście stwierdziłam, że świadkowa zmieni cały plan. Nie od dziś wiadomo, że lubię wyzwania i od początku zaciekawił mnie fakt co miało się dziać tego dnia. Kilka tygodni później zabrałam się za organizację czasu pracy. Wiedziałam już, że mam wyjechać na study do Bułgarii, do tego wieczór panieński wypadał zaraz po tym wyjeździe, podpytałam więc moją świadkową co mam ze sobą zabrać, jak się spakować, gdzie się odbędzie wieczór i które lotnisko wybrać. Dowiedziałam się kilku drobiazgów. „Ubierz się wygodnie”. „Lepiej abyś lądowała w Warszawie”. Z tego wszystkiego sama już nie wiedziałam co myśleć. Wydedukowałam, że zapewne wyjedziemy na Mazury i pojedziemy na kajaki, albo inne wodne atrakcje. Do walizki włożyłam na prawdę różne rzeczy mając nadzieję, że coś z nich się przyda. W Bułgarii w kółko zastanawiałam się co mnie czeka.

Dziewczyny przyjechały po mnie koło 9. Zaraz potem dostałyśmy panieńskie gadżety. Oczywiście wszystko było dla mnie ogromną niespodzianką. Nie wiedziałam co mnie czeka. Wyruszyłyśmy w znajomą mi stronę (cały czas myślałam, że jedziemy na Mazury), ale zamiast jechać na Mazury skręciłyśmy w stronę granicy z Litwą. Po drodze oczywiście dziewczyny próbowały wyprowadzić mnie w maliny, stwierdziły że pod namiotami będzie chłodno, później wspominały o kajakach. Zupełnie nie wiedziałam, co mnie czeka. Wiedziałam już, że jedziemy na Litwę, a w tym kraju można spodziewać się wszystkiego. Cóż szybko zobaczyłam, że brakuje jednaj z nas, która aktualnie mieszka właśnie na Litwie. Pomyślałam, że pewnie jedziemy do niej.

img_20170603_0932321

Niestety cały czas mi się nie zgadzał kierunek. Skręcałyśmy w coraz to gorsze drogi. Stwierdziłam, że namioty to chyba jednak nie był żart. Co można robić w tych terenach? Nagle dojechałyśmy na miejsce. Zauważyłam awionetkę, ale oczywiście nie dopuściłam do siebie myśli co może się wydarzyć za parę minut. Dopóki nie podszedł do mnie instruktor i nie zapytał „Skaczemy z 4km?”. Przeżyłam prawdziwy szok, ale oczywiście nie zawahałam się odmówić 🙂 To było moje marzenie od dawana… Im robiłam się starsza, tym bardziej wątpiłam, że to zrobię. A jednak stało się -dostałam niesamowity prezent i mogłam skoczyć ze spadochronem!

DCIM107GOPRO

I skaczemy…

DCIM107GOPRO

Nie mogę złapać oddechu od tej prędkości, spadamy jak kamień, szybko i bezwładnie. Przecież spadochron jeszcze nie jest rozłożony! Tak długo to trwa, a ja myślę jak jest niesamowicie. Co chwilę mam przebłyski strachu, ale najwięcej czuję szczęścia. Jest niesamowicie.

DCIM107GOPRO

DCIM107GOPRO

Po minucie otwieramy spadochron. To chyba była najdłuższa minuta w moim życiu. Teraz wrzucamy na luz. Relaks i oglądamy widoki. Widać Niemen. Jest pięknie.

DCIM107GOPRO

DCIM107GOPRO

DCIM107GOPRO

Pogoda dopisała w 100%. Wolno lecimy w stronę lądowiska. Widzę już dziewczyny, macham do nich ale one chyba nie widzą mnie jeszcze. Co za wrażenia. Po chwili łagodnie lądujemy. Było super.

DCIM107GOPRO

DCIM107GOPRO

To było niesamowite przeżycie. I wiecie co? Dziś polecam skok każdemu i chętnie skoczyłabym jeszcze raz. Ba! Jakbym miała taką możliwość to skakałabym przynajmniej raz w roku. To niesamowita dawka wrażeń i szczęścia. Ale to nie był koniec tego dnia.

Pojechałyśmy na nocleg do Trok. A tam przepiękny domek. Ktoś chyba wiedział że jestem estetką. Przepięknie, wszystko było dopracowane i dopięte na ostatni guzik. Grill już rozpalony, a w środku piękny (i mega smaczny) słodki stół. Po prostu cudownie. Klimat różu i flamingów to strzał w dziesiątkę.

img_20170603_1656061

img_20170603_1658021

img_20170603_1658061

Ciasteczka miały imiona, a muffinki wszystkie w moim klimacie. Była blondynka, był Paryż, piękne kwiatki, no i walizka. Mega!

img_20170604_1430021

Wspaniały wieczór w babskim gronie, tego mi trzeba było na 2 tygodnie przed ślubem. Dziękuję mojej Świadkowej za organizację i wszystkim dziewczynom za obecność 🙂 Jesteście kochane!