Narty w Austrii

To był mój pierwszy wyjazd w Alpy. Mimo, iż wcześniej jeździłam na desce snowboardowej to nigdy nie wybrałam się poza Polskie góry. Byłam w naszych pięknych Tatrach, albo jeździłam w Beskidy. W maju ubiegłego roku zdecydowaliśmy się, że pojedziemy w styczniu na narty do Austrii. Choć umiejętności jeżdżenia na nartach i desce wcale nie były doskonałe -zaryzykowaliśmy. Dziś, po powrocie z tej podróży stwierdzamy, że nie mogliśmy wybrać lepiej, a zimowe wakacje w górach od tego roku będą naszą tradycją!

Już od grudnia postanowiliśmy, że gdy tylko spadnie w Polsce śnieg, zaczynamy trenować i szkolić nasze umiejętności sportów zimowych. Takim oto sposobem w styczniu, czyli zaledwie kilka tygodni przed wyjazdem w Alpy, przesiadłam się z deski snowboardowej na narty. Postanowiłam poświęcić wyjazd na doskonalenie nauki jazdy na nartach. Oczywiście nie żałuję.

Jeszcze na desce! W Beskidach 🙂

Wyjazd w Alpy organizowaliśmy na własną rękę. W maju moja kuzynka wyszukała domki, które na zdjęciach wyglądały idealnie. Na miejscu oczywiście okazały się jeszcze lepsze niż na fotkach. Zresztą miałam już wiele zapytań od Was o te domki, dlatego wrzucam poniżej link do strony, na której znajdziecie wszystkie szczegółowe informacje na temat domków, możliwych terminów i cen za wynajęcie.

Domki w Alpach (klik)

Wybór padł na te domki, to one wyznaczyły miejsce, w którym spędziliśmy zimowe wakacje. Jednak warto tu zaznaczyć, że jest to jedna z najbliższych dla nas, Polaków, alpejska okolica. Austria i miejscowość Schladming to niecałe 7 h drogi od Katowic. Upewniło nas to w wyborze, ponieważ dojazd nie zajmował długo i był dość dogodny. Zarówno Czechy jak i Austria oferowały świetne autostrady niemal do samego celu. Oczywiście trzeba pamiętać o winietach na autostrady.

Jest kilka aspektów, na które wcześniej zwróciła uwagę moja kuzynka i które są ważne przy wyborze zimowych wakacji. My oczywiście nie mieliśmy pojęcia, bo jak już wspomniałam, to były nasze pierwsze takie wakacje. Wcześniej spędzaliśmy kilka dni w pobliskich górach i nie zwracaliśmy uwagi na te szczegóły. Warto jednak wiedzieć, że lokalizacja zakwaterowania jest bardzo ważna. Tak zwane ski in i ski out, czyli usytuowanie dosłownie na stoku, to niesamowita wygoda. Daje możliwość wyjścia od razu z całym sprzętem na sobie na stok. Nie trzeba czekać na żadne ski busy, które dowiozą nas pod gondole lub krzesełka. Niesamowita wygoda.

Ponadto zmarznięci po zimowych szaleństwach marzyliśmy o saunie lub jaquzzi. A nasze alpejskie domki oferowały te udogodnienia. To był idealny wybór. Na miejscu stwierdziliśmy, że ciężko będzie nam przebić w następnym roku tak dobre warunki.

Relaks w jaquzzi 🙂

Ja natomiast trochę obawiałam się o warunki pogodowe. Domki są usytuowane mnie więcej na około 1000 m n.p.m. Góry, przy których mieszkaliśmy to wysokość około 2000 m n.p.m (np. Reiteralm lub Planai). Wysoko, ale czy na pewno wystarczająco aby było tam dużo śniegu? Na miejscu okazało się, że pogoda jak najbardziej dopisała. Przez pierwsze dni było sporo opadów białego puchu, a temperatura cały czas poniżej 0. W końcu nie ma to jak świeży śnieg na stoku 🙂

Krajobrazy ze szczytu

W naszym domku było 10 miejsc noclegowych. Jeden pokój rodzinny – 4 osobowy, a pozostałe 2 osobowe. Każdy pokój oczywiście miał dostęp do swojej osobnej łazienki (super!!). Na górze mieliśmy strefę wypoczynku, salon z kanapą, jadalnię oraz kuchnię. Po 16stej wracaliśmy ze stoków i spędzaliśmy czas na relaksie i gotowaniu. Przez moment zanim wyjechaliśmy, zastanawiałam się, czy nie lepiej było wybrać hotel z wyżywieniem, ale teraz widzę, że na takich wakacjach wcale nie jest to potrzebne. Tym bardziej jak jest się w większej grupie. Codziennie gotowaliśmy coś innego, śniadania i obiadokolacje. Przy takiej ilości kucharzy mieliśmy same smakołyki na talerzach! Kilka osób zajmowało się gotowaniem, a inni relaksowali się w saunie lub jaquzzi, albo na kanapie przed telewizorem, a później oczywiście odwrotnie. Kuchnia była w pełni wyposażona, więc nie było problemu w przygotowaniu jakiegokolwiek posiłku. Te domki to totalna wygoda i idealny wybór dla narciarzy.

Warto wspomnieć jeszcze o stokach i ski pasach. Aby korzystać z krzesełek, gondoli, orczyków, należy obowiązkowo wykupić ski pasy. Obejmują one kilka gór. Niestety nie zdążyliśmy zwiedzić wszystkich. Stoków było tak dużo, że i tak codziennie jeździliśmy na różnych. Na początku wolałam korzystać z tych łatwiejszych tras, niebieskich, ale po kilku dniach wjeżdżałam już nawet na czerwone 🙂 Oczywiście, przed każdym takim wjazdem, mówiłam że nie zjadę i nie dam rady, ale na koniec jakoś się udawało.

Pamiętajcie, że skoro Alpy to wcale nie oznacza to, że nasze umiejętności narciarskie muszą być na wysokim poziomie. Znajdą się tutaj stoki dla każdego, zarówno te trudne jak i łatwe. Dobór tras zależy tylko od Was. Warto jeszcze zaznaczyć, że nawet dzieci mają tu swoje miejsce i są tutaj tak zwane Kinderlandy, czyli mini stoki do nauki jazdy dla najmłodszych.

Infrastruktura jest niesamowita, bez porównania z Polskimi górami. Alpy to świetny wybór. To były udane wakacje!