Moim okiem Tel Aviv

Pewnego wiosennego wieczoru siedziałam wraz z narzeczonym w domu i rozmyślaliśmy o tym co nas czeka po ślubie. Od razu stwierdziliśmy, że najpierw to się wyśpimy i że należy nam się jakiś odpoczynek, w końcu przygotowywanie wesela to na prawdę niezły obowiązek przez okrągły rok. Cały czas coś załatwialiśmy i organizowaliśmy ten dzień. To właśnie tego wieczoru stwierdziliśmy, że powinniśmy się gdzieś wyrwać na kilka dni. Dosłownie w 15 minut znaleźliśmy lot do Tel Aviv i zaraz kupiliśmy bilety. Zupełnie nie zastanawialiśmy się nad organizacją tego wyjazdu, stwierdziliśmy że jakoś to będzie. Ogarniemy wszystko na miejscu. Przewodnik kupiłam na 2 dni przed wyjazdem, a kilka dni wcześniej znaleźliśmy apartament i zrobiliśmy wstępną rezerwację. Teraz jesteśmy już po wyjeździe i wszystko oczywiście odbyło się na spontanie.

Z Katowic wylecieliśmy przed 10 rano, a na miejscu byliśmy około 15. Myślę że to całkiem fajne godziny rozpoczęcia podróży. Byliśmy wyspani i wypoczęci, a nasz dzień nie był tak mocno rozbity przez podróż. Już na lotnisku odczuliśmy klimat miejsca, do którego lecimy, głównie ze względu na dużą obecność ortodoksyjnych Żydów wśród pasażerów. Wtedy zdaliśmy sobie sprawę, że przecież chcemy odwiedzić chociaż małą część świętych miejsc Izraela. Czytanie przewodnika rozpoczęliśmy w samolocie. A właściwie nazwałabym to raczej szybkim lookiem na kluczowe punkty. Po wylądowaniu od razu odczuliśmy różnicę temperatur. Uderzenie afrykańskiego powietrza przez pierwsze sekundy nie pozwala normalnie oddychać. Później człowiek się przyzwyczaja i czuje już tylko wszechogarniające go ciepło, a wzrok zaczyna śledzić za najbliższymi punktami cienia. Lipiec w tych regionach jest na prawdę gorący. Na lotnisku garść niezbędnych pytań od Straży Granicznej -dokąd się wybieracie? Dlaczego tu przyjechaliście? Jak długo będziecie? I inne męczące pytania… Rozumiem, że Izrael ma konflikt z wieloma innymi państwami, ale przez moment miałam wrażenie, że Strażniczka przegina z pytaniami. Już na pierwszy rzut oka widać było, kto jest typowym turystą, ale oczywiście formalności nigdy za wiele.

Pierwszy dzień spędziliśmy na krótkim rozpoznaniu terenu. Po zakwaterowaniu się w naszym apartamencie sprawdziliśmy co jest w okolicy. Mieszkaliśmy w niedalekiej odległości od centrum Tel Avivu, aczkolwiek w tym mieście centrum akurat jest na prawdę rozległe. Jest wiele ulic przy których dużo się dzieje, dlatego nawet przy dalszym zakwaterowaniu można odnaleźć w pobliżu puby, bary i sklepy, co jest akurat dużym plusem tego miasta. Podczas naszego wyjazdu postanowiliśmy odpuścić poruszanie się autobusami czy taksówkami, postawiliśmy na krótkie i długie spacery. Powiem szczerze, że przez te kilka dni zrobiliśmy spore trasy i nadreptaliśmy dużo kilometrów (a przynajmniej dużo w moim wykonaniu, ponieważ na co dzień raczej korzystam z poruszania się samochodem). Po tym krótkim po południu mogłam już wyrazić skromną opinię o Tel Aviv. Wyciągnęłam już pierwsze spostrzeżenia -na pierwszy rzut oka miasto wydaje się bogate i czyste. Pełno szklanych biurowców potęgowało te wrażenie. Niestety to było tylko pierwsze wrażenie, im więcej czasu spędzaliśmy w Tel Aviv, tym bardziej widziałam, że miasto jest zaniedbane i nie do końca czyste. Dodatkowo życie w Tel Aviv od początku wydaje się bardzo drogie, dla przykładu cena 1,5l butelki wody to koszt około 9-12 szekli -oczywiście w sklepie. Obiad w postaci fast fooda -np. pita kosztuje w granicach 40 szekli. Odpowiednik 1 szekla to około 1.10 zł. Później zaczęliśmy się przyzwyczajać do cen oraz znaliśmy miejsca, w których najlepiej było robić zakupy -np. Super Cofix gdzie wszystko było po 5 szekli. W sklepie oczywiście było pełno klientów, a ja byłam w takim szoku cenowym, że musiałam dopytać czy na pewno nie ma tu żadnej pomyłki.

IMG_20170710_135218

Drugi dzień naszego wyjazdu spędziliśmy częściowo na plaży -w końcu mieliśmy odpocząć! Plaże w Tel Aviv są piękne, a piasek przypomina ten z Egiptu, jest drobny i delikatny. Po południu nie da się już nim zwyczajnie przejść, bo przecież jest tak gorący że można się poparzyć. Oczywiście po 3-4 godzinach leniuchowania już nam się znudziło i ruszyliśmy na dłuuuugi spacer. Ruszyliśmy wzdłuż wybrzeża i dotarliśmy do pięknych miejsc. Spacer był długi i męczący ale warty wysiłku.

IMG_20170710_115707

IMG_20170710_120014

IMG_20170710_132636

DSC_4881

DSC_4833

DSC_4894

W końcu doszliśmy na Old Jaffę. To miejsce ma niesamowitą atmosferę. Tel Aviv przy plaży i w centrum to ogromne wieżowce i szklane budynki, a Old Jaffa… Ta część miasta została jakby przeniesiona z czasów panowania Turków. Super klimat, będąc w Tel Avivie koniecznie trzeba tam dotrzeć. Znajdziecie tam wąskie uliczki, w które od czasu do czasu wpadają promienie słoneczne. A za rogiem, każda z uliczek niesie ze sobą inny widok. Właśnie z Old Jaffy można zobaczyć niezwykłą panoramę miasta. AW okolicy znajduje się malutki port, o który kiedyś toczyły się walki. A w samej Old Jaffie możemy spotkać wiele par młodych będących właśnie na sesji plenerowej.

DSC_4997

DSC_5012

DSC_4981

DSC_4965

DSC_4953

DSC_4947

Tel Aviv to miasto, które zostało jakby przeniesione z Europy. Zupełnie odbiega swoim wyglądem i klimatem od pozostałych miast Izraela, które miałam okazje zobaczyć. Do tego na ulicach panuje luźna atmosfera i nie ma tam widocznych na każdym rogu wyznawców różnych religii, co na przykład jest już bardzo widoczne w niedalekiej od Tel Avivu Jerozolimie.

DSC_4885