Fotorelacja z wyjazdu do Wietnamu cz. 2

Mam dla Was drugą część fotorelacji z wyjazdu do Wietnamu. Spójrzcie jak wyglądały kolejne dni naszego wyjazdu 🙂

Po kilku dniach spędzonych na północy, wsiedliśmy do samolotu i przenieśliśmy się do środkowego Wietnamu. Muszę przyznać, że Wietnamskie linie lotnicze miały bardzo dobre samoloty i były wygodne, zresztą widać na zdjęciu. Aczkolwiek nam się zawsze udawało dostać miejsca ewakuacyjne (co jest najmniej wygodną opcją, ze względu na brak możliwości rozłożenia siedzenia), zupełnie nie wiem dlaczego akurat na nas padało…

Hisilicon Balong

Przenieśliśmy się do bardzo nowoczesnego miasta Da Nang. Niżej możecie zobaczyć jak wygląda miasto z samolotu. Miasto jest podzielone przez rzekę na część wschodnią i zachodnią.

Hisilicon Balong

Wiecie, że to miasto słynie z mostów? Każdy z wybudowanych tam mostów jest w innym klimacie i coś oznacza. Najciekawszy z nich to chyba Dragon Bridge czyli Most Smoka. Ma długość 666 metrów, wysokość 66 metrów i posiada 6 pasów. Łatwo odgadnąć, że Wietnamczycy wierzą, że liczba 6 przynosi im szczęście 🙂 Po zmroku most zmienia kolory, zieje ogniem i pluje wodą. Niestety nam nie udało się zobaczyć pokazu, gdyż odbywa się on tylko w weekendy.

fotorelacja-2-5

fotorelacja-2-6

Oczywiście musieliśmy się przespacerować najsłynniejszym mostem 🙂

fotorelacja-2-7

fotorelacja-2-9

fotorelacja-2-8

A tak wygląda miasto wieczorkiem

fotorelacja-2-12

fotorelacja-2-13

fotorelacja-2-14

Następnego dnia pojechaliśmy autobusem do urokliwego miasteczka Hoi An. Tak właśnie wyglądał autobus, nasze bagaże zostały umieszczone na początku, a nas usadzono na końcu. Wszystko ogarniał ten Pan w żółtej koszuli. Jak tylko autobus zatrzymywał się na przystanku, szybko wysiadał naganiał pasażerów i wsiadał z powrotem. Zauważyliśmy, że chyba bardzo lubił swoją pracę, bo był nieźle nakręcony i wszystko zwinnie robił. Ponadto bardzo dbał o autobus, co chwilę wycierał coś szmatką lub poprawiał zasłonki.

fotorelacja-2-16

Na miejscu było mega gorąco. Nie byliśmy w stanie nigdzie spacerować, więc udaliśmy się na plaże. To właśnie w Hoi An złapała nas policja, pisałam Wam o tym w tym wpisie.

fotorelacja-2-17

Hoi An to piękne miasteczko no i bardzo turystyczne. Co miesiąc odbywa się tu Festiwal Pełni Księżyca, niestety nie byliśmy w tym okresie.

Hisilicon Balong

fotorelacja-2-19

Następnego dnia pozwiedzaliśmy trochę jeżdżąc rowerami 🙂

fotorelacja-2-21

fotorelacja-2-22

Hisilicon Balong

Byliśmy też na targu.

fotorelacja-2-23

Kojarzycie smoczy owoc? Można go znaleźć też pod nazwą Paradise i Dragon Fruit, czasem jest dostępny w Polsce w większych marketach. Jak dla mnie jest przepyszny <3

fotorelacja-2-24

fotorelacja-2-26

fotorelacja-2-25

fotorelacja-2-27

Wieczorem wybraliśmy się na krótki rejs.

fotorelacja-2-29

fotorelacja-2-28

fotorelacja-2-30

A po nim udaliśmy się na zakupy! To było miejsce, gdzie na prawdę był ogrom pamiątek. Ponadto miasteczko słynie z szycia garniturów na wymiar. Jednego dnia krawiec bierze wymiary z mężczyzny a następnego dnia garnitur jest do odebrania 🙂 (nie skusiliśmy się)

fotorelacja-2-31

fotorelacja-2-32

fotorelacja-2-33

fotorelacja-2-34

Następnego dnia trochę zachorowałam i spędziłam ten dzień w Wietnamskim szpitalu, w którym (o dziwo) warunki były całkiem niezłe (jak na Wietnam).

Hisilicon Balong

Za wizytę oczywiście trzeba było zapłacić, bo jak to lekarz powiedział „Doktor noł inglisz” i „Doktor noł imejl”. Money! Tak więc ubezpieczalnia nie mogła przesłać gwarancji pokrycia kosztów e mailem i musieliśmy się rozliczyć na miejscu. Całe szczęście otrzymaliśmy rachunek, a nawet wypis z wydrukiem USG. Na pocieszenie dostałam kisiel w saszetce i mleko w kartonie. Ahh no i sporą promocję, bo skoro w Wietnamie wszędzie się trzeba targować to i w szpitalu się targowaliśmy.

fotorelacja-2-36

Następnego dnia pojechaliśmy do Hue. Tam niestety złapał nas deszcz. Trochę zwiedzaliśmy, ale w związku z nie najlepszym samopoczuciem trochę też odpoczywaliśmy w hotelu. Tam pokusiliśmy się o lepszy nocleg, warunki były całkiem fajne.

img_20161127_091351

img_20161127_094301

Wrzucę Wam jeszcze kilka zdjęć o których chyba zapomniałam w poprzednim wpisie.

Tak właśnie wygląda stacja paliw. Buteleczki, kanister, stołeczek i tylko kobity brakuje. Pisałam Wam o tego typu stacjach w tym wpisie.

Hisilicon Balong

No i trochę kulinarnie. Najlepsze mule ever 😀 pycha!

fotorelacja-2-10

fotorelacja-2-3

fotorelacja-2-2

A to dystans który pokonaliśmy z Amsterdamu do Kantonu w Chinach.

Hisilicon Balong

To wszystko na dzisiaj. Od razu uprzedzę, że to nie koniec relacji z wyjazdu i czeka nas jeszcze jeden wpis z Wietnamu 😉